Strona główna
Aktualności
Loża TT
Frekwencja
Piwna Mila
Galeria
Trasy
Nasze występy
Historia
Linki
Kontakt

Data: 05 marca 2016r.

Miejsce: Gryfino

Dystans: 50 km

Startujących: 285 (50 km), 24 (100 km)

Naszym okiem:

W zawodach Włóczykij Trip Extreme 2016 wzięło udział sześciu członków TT Szczecin - Lookasz, N'Tomek, Radek, Rascal, STTachu oraz Tomek W. N'Tomek, Rascal, STTachu oraz Tomek W. ukończyli zawody ex-aequo na świetnym, piątym miejscu z świetnym, trzecim czasem 5 godzin i 59 minut. Radek zajął dzięwiąte miejsce z także rewelacyjnym, czwartym czasem 6 godzin i 14 minut. Bardzo dobrym wynikiem może się także pochwalić Lookasz, który ukończył zawody na 59. miejscu z czasem 9 godzin i 23 minuty.

Okiem STTacha:

Do Włóczykij Trip Extreme 2016 doszło w dniu 05 lutego 2016. Warto wspomnieć, co miało miejsce wcześniej. Znany z tego, że jest sąsiadem Grabiego, niejaki Fenix - ultrowy koszmar Rascala i jego "ambicji", z racji posiadania największego pojazdu w TT zaoferował się, że będzie powoził dorożką z zacną ekipą... Miało być pięknie i ślicznie, parcele w wózku były wydzielone, bilety wyprzedane, już prawie jak w wierszu niejakiego Adama Mickiewicza "bylismy w ogródku i witaliśmy się z gąską". A wtedy to?! Strzał z otwartej w delikatnie mówiąc twarz, zmył nam te radosne uśmiechy na myśl o fascynującej podróży!
Krótko mówiąc, Fenix odmówił uczestniczenia w tej imprezie i tym samym zostaliśmy z ręką w nocniku... W imię zasług za ten wyczyn pamietajmy aby dopisać mu podczas podsumowania sezonu na jesieni, jednego karnego kut@#$ extra!
I stworzyła się przeszkoda. Z uwagi na fascynację alkoholami wśród TT-owców i wynikające z tego mniejsze lub większe problemy, wystapił kłopot z wyłonieniem zaszczytnej funkcji kierowcy, której z wiadomych powodów każdy wolałby uniknąć. Nabór na drivera ruszył tradycyjnie na forum i jak zwykle pojęcie "lasu rąk" tu nie wystąpiło. Wszystko rozstrzygało się do ostatniej chwili, a Rascal jak ma to w zwyczaju bronił się przed tym rękoma i nogami - tak, Rascal to wstrętny pijak, nie bójcie się go tak oceniać.
Na szczęście wtedy pojawił się OldTom aka Tomek W. aka Soldier of Fortune i zaproponował swoje usługi w zakresie logistyki transportu. W ten sposób uratowana została operacja pod kryp. Włóczykij Trip Extreme 2016 i mogliśmy udać się do bazy po pakiety, jak to ma miejsce tradycyjnie w Gryfinie.
Gdy oczekiwałem na transport w okolicach Jeziorka Słonecznego, nagle nie wiadomo skąd podjechał bordowy - prawie metalik, Mitsubishi o sportowym zacięciu i agresywnych kształtach! Wewnątrz prawie Blok Ekipa (jeżeli nie znaju o co chodzi, to dzieci same sobie sprawdzą na YouTube - tylko adresu nie pomylcie bo nie znajdziecie!!!). Krótko i na temat, driver Tomek W., pasażer N'Tom oraz człowiek Rascal, samozwańczo mianujący sie tytułem doktora (Mario, może Ty możesz coś zrobić żeby ktoś się tym zainteresował). Rascal był już ponoć wtedy po spożyciu i od jednego z członków wyjazdu dowiedziałem się później o tym, iż powiedział mu, że fakt obecności Stacha zauważył dopiero na punkcie STOP, kiedy to prawie zachłysnął się pomidorową. No nie wiem Rascal, jak nadal będziesz miał takie podejście do sportu, to w jednym słowie "Powodzenia".
Fachowe prowadzenie auta, kilka driftów po stronie niemieckiej i dosłownie po kilkunastu minutach biliśmy na miejscu. Nie czekali na nas fotoreporteży, dziennikarze, ani tłum fanek w kolejce po autografy, więc od razu mogliśmy się wyciszyć i skupić na zbliżającym sie starcie. Szybkie potwierdzenie obecności, pobranie kart z miejscami na odbijanie PK a następnie transfer w biegowe ciuchy i byliśmy gotowi na wywóz w nieznanym kierunku. Tradycyjnie niskopodłogowce zawineły ok. 300 "orientalistów" i ruszyły na południe od Gryfina. Po krótkiej jeździe, gdy zaczęło się już robić ciepło byliśmy na miejscu. I tu zdziwnienie, gdzie My kurwanć jestemy... taaaa, Widuchowa City bez nacisku na City. Na przystanku oczekiwała i przywitała nas przelotnym spojrzeniem grupa fanów biegów oraz orietacji w liczbie 3 osób, chociaż mogło tak być że byli to przypadkowi przechodnie. Szybkie kilka zdań od orgów, mapa w dłoń, kop w dupę na szczęście i radźcie sobie sami - czyli piękno orienteeringu. Warto wspomnieć, że w miejscu startu dołączył do nas jeszcze nasz klubowy kolega Radek P. z Warszewa - mieliśmy piatkę wspaniałych. Nasza taktyka była prosta jak cep, radośnie biec, umiejętnie nawigować i podziwiać piękne okoliczności przyrody. Ogólnie upraszczając mieliśmy do zrobienia +/- 50 km i w tym zaliczyć podajże 17 PK.
Raźno wystartowalismy i zaczeliśmy nabijać kolejne kilometry w nogi i PK na karty, szło nawet sprawnie i humory dopisywały, tak więc pierwsza część do punktu Stop szybko zleciała. Po mniejszych i większych kłopotach w nawigacją, po ok. 25 km dotarlismy w iście ekspersowym tempie (wbiegając na STOP lecieliśmy ok. 4:30 min/km - jakieś ostatnie 5 km) do przerwy w zwiedzaniu. Powitała nas jak zawsze pełna profeska ze strony Orgów. Mistrzowska pomidorówka i ciepłe napoje a także hit gastronomiczny dla Rascala w tym wydaniu, czyli naleśniki. To właśnie dla nich prawie został na stopie, gdy go siłą wyciągaliśmy z punktu, to miał w ręku piąty albo szósty naleśnik z czekoladą (tą czekolade zmył z twarzy dopiero na mecie zawodów, wyglądał w lesie jak prawdziwy dzik w poszukiwaniu trufli).
Ciąg dalszy zabawy przed nami. Podjarani jak młodzi tym, że tak mało osob było na stopie, co ewidentnie znaczyło iż jesteśmy PRO, wyłożylismy się już na pierwszym PK po przerwie - no bo przecież PRO, co nie?!?! Gdy udało się okiełznać złośliwą naturę, bo to przecież była jej wina, a My doskonale w końcu znamy się na mapie i kompasie, udało sie wrócić na właściwe tory. Kolejne punkty leciały jak po sznurku. W między czasie jeden z nas, Radek P., stwierdził że zwiedzanie lasu nocą w takim tempie nie jest fajne i postanowił że las nocą w samotności i nieco wolniej, może mieć ciekawsze walory poznawcze - jego decyzja, zgodnie ją uszanowalismy. Dalej jak burza lecieliśmy i bezlitośnie nawigowaliśmy. Gdy z wolna "światła miasta" Gryfina zaczęły dawać o sobie znać, było jasne że zabawa zmierza ku końcowi (Rascal pewnie tego nie przyzna ale podejrzewam, że przeszło mu przez myśl "czemu nie zapisaliśmy sie na setkę" - tym bardziej że przecież końcówkę biegło mu się tak dobrze i leTTko!). Meta pojawiła się szybko, dosłownie z krzaków do niej wskoczyliśmy, czyniąc pod drodze trochę aktów wandalizu, no ale czego się nie robi w imię biegu na orientację. Po zdaniu kart i podliczeniu czasu okazało się, że zgrany kolektyw TT Szczecin miał trzeci czas i w stawce ogólnej zawodów uplasował sie w górnej stawce biegu z wynikiem 53 km 2 czasie 5:59!!! Około kwadrans za nami przybył Radek P. - mówiąc, że samotność była mu potrzebna tego dnia!
Kto mógł ten celebrował, bronek lał się grubym strumieniem z pominięciem oczywiście kierowcy w myśl hasła "Prowadzę, nie piję" - ale jak powiedzieł cyt. "Odrobię sobie to i jak zaskoczę to mnie miesiąc nie zobaczycie", wierzymy, wierzymy... Ciepła strawa, Izo, inne napoje, podwójnie lukrowane pączki, to wszystko smakowało wybornie po naszej przygodzie. Z ważnych informacji, za osobisty sukces N'Toma należy uznać, że się w tym roku nie zgubił, ale czy musiał się do nas aż takim grubym sznurem przywiązywać na starcie to nie wiem?! Gratuluję!
Gratuluję kompanom z TT Szczecin i innym uczestnikom wspólnej zabawy i szykujcie się za rok, ponoć ma wystąpić wielki fan kartografii i kąpieli, niejaki Krzywy.

GraTTy wielkie Panowie, za rok powinno być 100 km.

Nasi sponsorzy:

TechSan

RBF Sport
Cytat miesiąca:

Cytat miesiąca