Strona główna
Aktualności
Loża TT
Frekwencja
Piwna Mila
Galeria
Trasy
Nasze występy
Historia
Linki
Kontakt

Data: 31 maj 2013r.

Miejsce: Bieszczady

Dystans: 77,7 km

Startujących: 440 par

Naszym okiem:

Jarek GK:

Marinero to zacięty kierowca. Zaciął się na prędkości 120 km/h i tak nas ciągle woził, zarówno po autostradzie jak i po zakrętach śmierci. Dzięki Driverze. Dziś Miszcz zrobił kolejne ultra za kierownicą. Komańcza - Świnoujście, nie licząc kaemów po Szczecinie. Nawadnianie ponad normę Krupniku też było dość. Regionalne żarcie extra, prócz tego, że mnie wciąż oszukiwali w knajpach. Dostawałem chyba zestawy dla dzieci, a Marinero nie wiedzieć czemu dla drwala.

O samym "biegu":

Graty dla Łukasza i Tomka. Chłopaki uzyskali bardzo dobry wynik. Gratki dla Krisa, Artura, Bartka i Tomka. Wyjazd na takie zawody polecam wszystkim lubiącym dziurawe drogi, krzaki, błoto i rajdy turystyczne. Miałem problem z lewym kolanem podczas zbiegów i zejść, ból był silny do tego stopnia, że cieszyłem się na widok płaskich odcinków oraz podejść. Grabi z kolei cierpiał na podejściach. Idealnie się więc uzupełnialiśmy. Nie powiem, że było lekko, ale nie mogę też powiedzieć, że się nabiegałem.

Tomek W:

Marinero rzeczywiście aplikował nam na krętych górskich drogach dodatkową porcję adrenaliny (jakby sam Rzeźnik sprawiał jakiś niedosyt). Na początku ogromne dzięki dla Vigo, który spokojnie i sprawnie nas zawiózł i odwiózł do domów, dając jednocześnie sporą zniżkę w składce na paliwo. Po tym wyjeździe jedno jest pewne - nerki mam przepłukane i kamienie mi nie grożą. Rzeźnik będzie mi się kojarzył z bólem i zmęczeniem oraz błotem i kamieniami, po których trzeba było biegać. Na zbiegu do Berehów już myślałem o zejściu z trasy ale sanitariusz uratował mi kolano takim sprytnym spray'em. W ogóle od Smereka ciężko mówić o biegu (22 km w 4:11).

Więcej tam nie jadę. Pozdro!

Oley:

Przede wszystkim wielkie dzięki dla mojego rzeźnickiego brata, Bartka. Jak na ultragórski debiut zrobiliśmy całkiem niezłą robotę. Tomkowi i Fenixowi - za całokształt i za to, że w trakcie podróży bałem się przysnąć. Grabiemu, Jarkowi, Miszczowi, Krisowi i Arthurusowi - za "TTowarzysTTwo". Wiewiórce na drzewie - za "Prącie Pana".

To były naprawdę niezapomniane 4 dni i prawdziwa biegowa "przygoda życia" Przed Rzeźnikiem zastanawiałem się, czy się do tego nadaję. Już w piątek na trasie nie miałem żadnych wątpliwości. Jeszcze nie raz wrócę na bieszczadzki czerwony szlak. Być może już w przyszłym roku.

A co do startu: skoro mieliśmy zacząć wolno, to zaczęliśmy wolno za to potem, mimo małych kłopotów na trasie, do końca wyprzedzaliśmy, czyli taktycznie bieg rozegraliśmy dobrze. Trochę czasu straciliśmy na przepakach. Z perspektywy czasu myślę, że można było je zaliczyć dużo szybciej. Najzwyczajniej w świecie traciłem tam koncentrację - brało mnie na gadki z innymi zawodnikami, śmichy-chichy, jakieś smsy, a czas leciał. Mieliśmy też tylko jedną parę kijków, a okazało się, że one znacznie ułatwiały pokonywanie tej błotnistej trasy. Tak czy inaczej, zabawa była przednia i na pewno wrócimy tam, żeby sprawdzić, o ile szybciej da się pokonać tą trasę. Chłopaki trochę sobie żartują, że to taki włóczykij, ale powiem szczerze, że adrenalina i endorfiny na zbiegach w połączeniu z tym krystalicznie czystym powietrzem i niesamowitymi widokami to jest dla mnie mieszanka bardzo wybuchowa i totalnie uzależniająca!

Fenix:

Wielkie dzięki dla wszystkich z którymi tam byliśmy: Grabi, Jarek, Marinero Vigo, Oley i Tomek - zabawa w stylu TT. Artur z Krisem jednak byli tam osobno ale też dzięki. Reszcie co nie pojechała też dzięki - było z kogo poszydzić. Szczególne podziękowania dla Vigo - zawiózł, przywiózł i jeszcze stawkę za kilometr ma naprawdę wyborną. I za poczucie humoru oraz eksplozję śmiechu przy Prąciu Pana. Oley - za odwagę aby spać z nami w pokoju , za piękno przez cały wyjazd i to zewnętrzne i to drugie. Tomek - dzięki - było po prostu wyk!@#$%^&*?, bawiłem się jak nigdy w życiu.

Grabi:

Było świetnie dzięki chłopakom z naszej bandy. Za co im serdecznie dziękuję, że byli. No a jeśli chodzi o bieg (w wolnym tłumaczeniu Jarka "Górski Włóczykij"), to po prostu trzeba lubić. Mi to nie podchodzi. Ciężko mi się oddychało, nie pobiegałem tylko się wymęczyłem. Ogólnie! Byłem, zaliczyłem i nigdy na takie coś nie pojadę. Podobnie jak już pisał Tomek, ja chciałem zejść już Cisnej (na 36 km). No ale nie mogłem tego zrobić mojemu partnerowi. Najlepsze z tego biegu to to, że byliśmy tam swoją ekipą i świetnie się bawiliśmy A pobiegać, to sobie pobiegamy już w piątek.

Kris_linux:

Z mojej strony wyjazd Rzeźniczy uważam za udany, były izoTToniki i było bieganie… znaczy bieganie tam gdzie się dało. Trasa wymagająca ale jeśli ktoś się szykuje i przygotowuje pod bieganie górskie spokojnie da jej radę. Jedyne zaskoczenie to cholernie dużo błocka. Podejścia czasem zatykające ale widoki na szczycie całkowicie rekompensował walkę na wzniesieniu. Co do organizacji biegu, wszystko na plus. Sam wiem ile kosztuje ogarnięcie imprezy biegowej, a przy takim rozmachu to naprawdę szacuj dla Orgów. Jedyna rzecz jaka się nam nie udała to brak wcześniejszego uzgodnienia zakwaterowania. Chłopaki dużo straciliście bo w Cisnej było całe imprezowanie, a zyskaliście tylko dodatkową godzinę snu.

A teraz podziękowania, oczywiście dla partnera Arthurusa, po pierwsze że nie ugotował mnie na pierwszych kilometrach, a po wtóre że wytrzymał do samego końca. Dla Tomka i Fenixa za wspólne przygotowania na buku, Oley i Vigo za wspólny start… a potem już Was nie widziałem. No i Grabi z Jarkiem za wyluzowanie, najzdrowsze podejście do tego biegu (Run4Fun). Podziękowania również naszym kibickom Magdzie i Beacie, które starały się być na wszystkich przepakach oraz Thx dla mojego brata, który dojechał i kibicował na finiszu. Zwiedziłem Bieszczady w 13,5h i było cool, nogi trochę bolały ale one zawsze bolą. Na pewno powtórzę Rzeźnika z planem ataku na hardcore.

Vigo

Ten bieg zaczął się dla mnie dużo, dużo wcześniej niż w ostatni dzień maja. Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, kiedy to było - w planach był od co najmniej dwóch lat. Przygotowania i wzbierająca, duszna atmosfera narastała wraz ze zbliżaniem się 'godziny RZ', potęgowana niepewnością, czego mam się do cholery spodziewać (nigdy nie przebyłem więcej niż 44 km). Długie wybiegania z Oleyem, trochę problemów ze zdrowiem, dużo zapału i woli walki - tak w skrócie mogę opisać moje oczekiwanie na start. Podróż - przez nastroje moich towarzyszy podróży - minęła jak mgnienie oka. Wyczerpałem całe atp zgromadzone we włóknach mięśniowych mięśni brzucha - tak się jeszcze nie bawiłem. Jedyny mankament to przepisy drogowe uniemożliwiające spożycie przez kierowcę (to była tortura, przełykałem ślinę i drażniący zapach chmielu był nie do wytrzymania). Łożysko zostało wymienione, osłona termiczna przestała symulować szum wiatru w górnym reglu (tak przy okazji).

Bieg był spełnieniem oczekiwań i testem obnażającym całą fizyczną mizerię piszącego te słowa. Bez krygowania się piszę, co myślę, trzeba było słuchać mądrzejszych, kiedy mówili o przygotowaniach. To była przygoda życia i cieszę się, że mogłem ją dzielić z Oleyem, który jest nie tylko piękny, ale i dobry. Dzięki Partnerze, jeszcze dołożymy do pieca, coś czuję. Mam gigantyczny apetyt na bieganie, nie mam strat ani urazów. Sportowo nie było najlepiej, ale koniec końców zmieściliśmy się w 50% co jest spełnieniem najmniej wyśrubowanego minimum. Żałuję, że to już historia, nie zapomnę o tych kilku dniach, których nie zamieniłbym na miesiąc wczasów nad ciepłym morzem. Nauczyłem się przy tym, że trzeba być twardym jak ch$%...

Dzięki, TT!

Nasze wyniki:

M-ce open Numer startowy Para Czas
27 360 Fenix, Tomek W 11:16:33
132 362 Arthurus, Kris_linux 13:27:25
174 359 Grabi, Jarek GK 14:10:18
202 361 Oley, Vigo 14:35:11


Kliknij tutaj aby przejść do galerii tych zawodów

Nasi sponsorzy:

TechSan

RBF Sport
Cytat miesiąca:

Cytat miesiąca