Strona główna
Aktualności
Loża TT
Frekwencja
Piwna Mila
Galeria
Trasy
Nasze występy
Historia
Linki
Kontakt

Data: 18 kwiecień 2010r.

Miejsce: Burg, Niemcy

Dystans: 42,195 km

Startujących: ~360

Naszym okiem:

W związku z odwołaniem maratonu w Dębnie dość spontanicznie podjęliśmy decyzję o starcie w odbywającym się tydzień później Spreewald Marathon w małej miejscowości Burg koło Cottbus w Brandenburgii.

Na wyjazd zdecydowało się pięć osób z TT tj. Grabi, Marinero, Efrets, Lucek, ja (Torg) oraz Wojtek, kolega Grabiego. Podróż przebiegała bez żadnych "problemów technicznych", no może z małym wyjątkiem, że Burgow jest w Niemczech bez liku, a ten wpisany do GPS był jakieś 60 km od tego, gdzie odbywał się maraton.

Tym razem rewolucyjna czujnością młodego czekisty wykazał się Marinero, który mocno nalegał na to, aby wcześniej zjechać z autostrady. Co tez uczyniliśmy i ze sporym zapasem czasu dotarliśmy do biura meldunkowego, co z kolei wywołało głośne narzekania... Marinera, że przyjechaliśmy za wcześnie.

Z rejestracja nie było żadnych problemów, choć wcześniej mieliśmy małe obawy czy zostaniemy zwolnieni z opłat także przy zapisach na ostatnia chwilę. Mieliśmy jeszcze trochę czasu, aby pozwiedzać okolicę. Burg jest małą, ale bardzo zadbana miejscowością kurortową z ładnym, dużym parkiem nastawiona przede wszystkim na turystów.

Jedyne obawy mieliśmy odnośnie pogody. Kilka ostatnich dni było zimnych, ale traf chciał ze od soboty nastąpiło znaczące ocieplanie, którego kulminacja miała nastąpić właśnie w niedziele. Pogoda była rzeczywiście istnie piknikowa, bezchmurne niebo i mocne słońce, dla ochłody tylko lekki wiaterek. Wymarzona pogoda dla kibiców, których na starcie i całej trasie zgromadziło się naprawdę dużo.

Jako pierwsi na trasę o godzinie 8.30 na dystansie 21,1 km wyruszyli rolkarze, o 10.30 nastąpił natomiast wspólny start wszystkich biegnących na trzech dystansach 10 km, półmaraton i pełny maraton. Wystartowała rekordowa liczba blisko 3 tysięcy biegnących, jak zapowiedział prowadzący.

Organizatorzy reklamowali maraton jako najbardziej płaski maraton na świecie, choć na trasie pojawiły sie też nieoczekiwanie schodki, składający się z dwóch pętli. Po początkowych kilometrach opuściliśmy miasteczko i biegliśmy głównie asfaltowymi drogami wokół miasteczka i okolicznych, malowniczych łąk.

Po 15 km zaczęli pojawiać się pierwsi biegacze, którym upał zaczął coraz mocniej dokuczać i nie byli w stanie biec. Po 19 km nastąpił rozdział na kończących półmaraton i biegnących drugą pętlę maratończyków. Sporo osób zrezygnowała z maratonu i zdecydowała się tylko na jedna pętlę, gdyż upał stawał się coraz większy.

Początkowo biegło mi się b. dobrze, kontrolowałem założone tempo oraz puls. Niestety po 26 km byłem w stanie utrzymać tempo, ale puls niebezpiecznie wzrósł, po 30 km musiałem zwolnić i zacząłem zatrzymywać się na punktach z wodą i napojami chłodzącymi. Od 37 km zaczęła się agonia, czyli walka z samym sobą i bieg praktycznie siłą woli. Gdy zabrakło sił pozostała już tylko złość i wola dotarcia do mety za wszelką cenę. Pomimo tego, że w czasie całego biegu piłem spore ilości napojów do mety dobiegłem odwodniony i mocno wyczerpany.

Byłem ostatni z TT który dobiegł na metę, ale już po pierwszych słowach dowiedziałem się, że nikt nie zrealizował założeń przedstartowych. Rozszerzając nieco wypowiedź najlepszego ostatnio specjalisty z dziedziny medycyny, Dr House, po prostu z genami i pogodą nie wygrasz.

Bardzo szybko mogliśmy odebrać dyplomy z czasami i wynikami (niemiecka precyzja), oryginalne medale w postaci ogórków, zjedliśmy makaron na pasta party popijając piwem, tym razem bezalkoholowym. Na zakończenie skorzystaliśmy z rewelacyjnych pryszniców pod namiotem ogrodowym i był już czas na powrót do domu.

Wyjazd w zgodnej opinii był b. udany. Humory przez cały czas wszystkim dopisywały, wróciliśmy do domu z piękna opalenizną. Jedyny minus to sportowa strona naszych wyników, ale jeszcze tyle interesujących maratonów przed nami, że nie powinno zabraknąć okazji do startów w przy pochmurnym niebie przy temperaturze 10 C, gdzie o rekordy będzie zapewne dużo łatwiej.

Nasze wyniki:

M-ce open Numer startowy Nick Kategoria/miejsce Czas brutto Czas netto
17 2027 Marinero M35/3 3:12:32 3:12:20
26 2025 Efrets M30/6 3:17:42 3:17:29
29 2021 Lucek M20/2 3:20:02 3:19:34
122 2024 Grabi M35/13 3:48:25 3:47:44
287 2026 Torg M35/27 4:35:01 4:34:20

Kolega Wojtek, który także z nami jechał zajął 180 miejsce open; w kategorii wiekowej był 17, czas brutto 04:02:58.


Kliknij tutaj aby przejść do galerii tych zawodów

Nasi sponsorzy:

TechSan

RBF Sport
Cytat miesiąca:

Cytat miesiąca