Strona główna
Aktualności
Loża TT
Frekwencja
Piwna Mila
Galeria
Trasy
Nasze występy
Historia
Linki
Kontakt

Data: 02-03 lipiec 2010r.

Miejsce: Kalisz

Czas biegu: 7h 15min

Startujących: 102

Naszym okiem:

Powiem krótko. Jak wszyscy mnie znają, to wiedzą, że przeważnie wszystkie moje wyjazdy były na tak zwaną ostatnią chwile, ale ten to juz był na tzw. zupelnego wariata. Kiedy w piątek dowiedziałem się, że moje najbliższe plany ulegają zmianie, to miałem doslownie 30 min (Marinero twierdzi, że aż 35 min) no to, aby się spakować no i przekonać moją żonkę do mojego wyjazdu, a że ją znacie i wiecie, że jest kochana to mnie pusciła...

Podróz obyła się w fantastycznej atmosferze (jak zwykle zresztą) i tylko dzięki znajomości kierowcy dróg mniej uczęszczanych uniknelismy korków. Sam bieg odbywał się w niesamowitej biegowo - rodzinnej atmosferze. Wspaniała pogoda (w końcu cholera nie grzało). Trasa była dobrze dobrana(na zasadzie ósemek), każdy z uczestników mógł sobie coś wyciągnąć z samochodu no i wszyscy się widzieliśmy. Pewien kłopot sprawiało przekazanie kluczyka więc w pewnym momencie zaczęlismy go chować pod tylnie koło.

Podczas biegu podzieliliśmy się na trzy grupy, tj: Marinero z Efretsem, no i ja z Bykiem. Trzecią grupę stanowił nowy czempion początku Lookasz, który wyrżnął z kopyta, odchodząc zdecydowanie nawet takiemu duetowi jak Maniero i Efrets. Ale niestety takie biegi bywają okrutne i bezwzględne o czym szybko się przekonał. Myślę, że jakby Lookasz zaczął z nami, to na finiszu byśmy się cięli obaj. Ale jestem pełen podziwu dla Twojego wyniku - piękny debiut. Ogólnie bieg przebiegał spokojnie, tylko od czasu do czasu było słychac wyłaniającą się z ciemności gadajacego potwora biegowego czyli Adama, który z lekkoscią i wdziękiem nas wyprzedzał wraz z Marinerem oczywiscie ale ten był cichy. My z Bykiem biegliśmy razem tak do chyba 39 km, potem lekko przyspieszyłem ale i tak Andrzej był za mną jakieś 300 - 400 m. Dopiero pózniej rozstaliśmy się na dobre. Tylko wystraszyłem się chwilowo, jak zobaczyłem go przy karetce, ale Byku oznajmił spokojnym głosem, że to tylko jego słynne skurczybyki. A ja musiałem gonić Lookasza, który cały czas był jeszcze przede mną jedno okrażenie. Dogoniłem go gdzieś na 53 albo 55 km. Koncówka byla masakrycznie wyczerpująca ale ostatnie 12 km to udawało mi się zrobić nawet po 5:30/km. Po zakończonym biegu opłukalismy się pod ogrodowym kranem (zimna woda), zjedliśmy po wspaniałej kiełbasce z grilla, wypiliśmy po piwku (wiem, wiem - kto wypił, ten wypił - kierowca NIE) i ruszyliśmy do domu. Postaliśmy trochę w korku w Pyrzycach. Tym razem podróż przebiegała w lekko spokojnej atmosferze (prawie każdy kimał wisząc na pasie) i byliśmy w domach przed 13.

Dzięki chłopaki za wspaniały wyjazd i atmosferze - rewelacja! Marinero dzięki szczególne, że nas zawiozłeś i przywiozłeś szczęśliwie całych i nie zupełnie zdrowych!

Nasze wyniki:

M-ce open Numer startowy Nick Dystans [km]
4 44 Efrets 80
5 45 Marinero 79,6
20 94 Grabi 65
31 49 Lookasz 60,4
39 54 Byk68 51


Kliknij tutaj aby przejść do galerii tych zawodów

Nasi sponsorzy:

TechSan

RBF Sport
Cytat miesiąca:

Cytat miesiąca