Strona główna
Aktualności
Loża TT
Frekwencja
Piwna Mila
Galeria
Trasy
Nasze występy
Historia
Linki
Kontakt

Data: 26 kwiecień 2008r.

Miejsce: Ruda Śląska

Dystans: 12 godzin

Startujących: 57

Okiem marinero:

Ze Szczecina do Rudy Śl. wyjechałem razem ze Zbigniewem Bogdanowiczem i Andrzejem Burkiem. W Zabrzu mieliśmy przesiadkę na pociąg osobowy, który zatrzymywał się w Rudzie Chebdzie. Ze stacji już dotarliśmy pieszo, ok. 2 km do hali sportowej "Pogoń" Ruda Śl., gdzie m.in. był odbiór numerów startowych oraz chipów.

Jako że do startu zostało jeszcze 3,5 godziny, położyłem się na materacu zajadając bułki z dżemem. Później zauważyłem że pojawił się w hali Gudos z Powersem, więc poszedłem się z nimi przywitać. Gudos zapraszał na piwko, mówiąc że tylko teraz jeszcze może wypić, bo jutro wraca do domu autem. Oczywiście jak to on, tylko sobie żartował. Do startu zostało 40 minut, więc czas na to żeby założyć strój startowy (zdecydowałem się na długie legginsy, koszulka z długim rękawem a na nią koszulka z krótkim, jak się później okazało, trafiłem w dziesiątkę), wypić kawkę i zaliczyć toaletę.

Idziemy na start gdzie na każdego czekały ponumerowane krzesełka, przy których mogliśmy zostawić własne rzeczy. Wydawało mi się że już wszystko zapiąłem na ostatni guzik, jak się później okazało - nie do końca.

Start po wcześniejszej przemowie Augusta Jakubika (pomysłodawcę i jednego z organizatorów tego biegu) nastąpił dokładnie o godz. 20:00.

August Jakubik - organizator
August Jakubik - organizator

Wystartowało nas 57 biegaczy (52 mężczyzn i 5 kobiet). Ja planując równe tempo przez jak najdłuższy czas trzymałem się w środku całej stawki. Jedno okrążenie miało 1412 m, więc w/g moich wyliczeń, żeby utrzymać równe tempo po 5'40" - musiałem każde okrążenie pokonywać w ok. 8 minut.

Pierwsza pętelka ukończona, i jak to zwykle bywa na początku, zamiast 8 min wyszło 7:38, druga 7:42. Później już udało mi się trochę przyhamować i wstrzelić w swoje założenia: 8:00, 7:54, 7:54, 8:04, 7:57.

Mijała pierwsza godzina biegu gdy wnet poczułem lekkie pieczenie w okolicy piersi. Teraz dopiero zajarzyłem że zapomniałem zakleić sutki. Stanąłem przed dylematem: stracić parę minut na klejenie, czy wykrwawić się na śmierć. Wybrałem jednak to pierwsze. Dopadłem do swojej torby i zacząłem wszystko wertować w poszukiwaniu plastra oraz ręcznika w celu wytarcia potu. Poszło w miarę sprawnie, czas kółka to 9:54, więc straciłem tylko 2 minuty, potem starałem się trochę to nadrobić: 7:21, 7:33, 7:39, 7:45, 7:40, 7:42, 7:48, 7:39.

Po 2 godzinach pojawiły się pierwsze wyniki, zajmuję 29 lokatę. Później na jednym z okrążeniu miałem przerwę na sikanie i znowu niewielka strata. Po 3 godzinach awansowałem na 27 miejsce. Myślę wtedy w duchu, oby tak dalej. Mija północ, jestem już 25-ty, czuję spore zmęczenie, a przecież to dopiero 1/3 biegu. Byle dotrwać do 8-miu godzin tym tempem, a później się zobaczy. Po 5-ciu godzinach awansowałem aż na 18-te miejsce.

Jeszcze świeży

Jako że trasa przebiegała na pętli na której to znajdowały się 2 spore agrafki, często się mijaliśmy i można było łatwo ocenić kto jakim tempem biegnie. Mijając się z Gudosem, dopingowaliśmy się uszczypliwościami. Mija półmetek, część ludzi już przechodzi do gallowaya , w tym i Przemek Torłop. Jestem na 16 miejscu. Zaświtała mi myśl żeby powalczyć o pierwszą dziesiątkę. Po 7 godzinach znowu awans: 13 miejsce.

Ósma godzina biegu, jeden z braci Kuryłów zwalnia, awansowałem na 12 pozycję. Zbyszek Bogdanowicz dopinguje mnie żebym trzymał równe tempo, a zrobię dobry wynik. Zaczynam przechodzić do krótkiego marszu przy punkcie odżywczym co drugie kółko popijając przy tym 2 kubki picia, a co drugie chwytałem kawałek banana konsumując go w biegu.

I tak na przemian, co straciłem podczas picia, to nadrabiałem na następnej pętelce. Myślę teraz o jednym: ukończyć 100 km poniżej 10 godzin. Udaje się, setny kilometr mijam w czasie 9:27 (życiówka)! i awans na 11 miejsce.

Od około godziny, Wojtek Pismenko przechodzi kryzys i już tylko maszeruje. Powoli wypada z pierwszej dziesiątki. Dzięki temu awansowałem na moje wymarzone 10 miejsce. Wszystko już mnie boli, ale postanawiam bronić tej pozycji. Gdyby nie walka o jak najlepsze miejsce, to ostatnie 2 godziny już bym tylko szedł.

Zauważyłem że będący za mną na 11 miejscu Andrzej Burek zaczyna ostro przyspieszać, biegnąc tempem grubo poniżej 5 min na kilometr. Zaczyna powoli nadrabiać do mnie dystans. Zmobilizował mnie do podkręcenia tempa. Spoglądam często na zegarek, a tu jak na złość, czas leci bardzo wolno. Pół godziny do końca, mam jakieś 500m przewagi, a Andrzej ciągle przyspiesza. Pozostało 17 min, punkt odżywczy, teraz ma być picie, więc łapię kubek w biegu i szybko wychylam jego zawartość.

Ostatnie pełne okrążenie, czuję już oddech rywala na moich plecach, łapię kawałek banana i jeszcze bardziej przyspieszam. Daję z siebie wszystko - czas tego okrążenia wychodzi 6:43 (rekord), tempo wychodzi: 4'45".

Zostało jeszcze 4 minuty, modlę się o jak najszybsze zakończenie tego biegu. Andrzej jest już tuż tuż za mną.

Wybija wreszcie godzina 8:00 rano i koniec biegu, wszyscy na sygnał zatrzymują się w miejscu. Przez ostatnie 3,52 min zrobiłem 892 metry, tempo 4'20". Andrzej za mną jakieś 100m. Udało się, obroniłem 10 miejsce. Jak się później okazało i tak miał 1 okrążenie straty więc niepotrzebnie w końcówce tak się spinałem i biłem kolejne rekordy.

Tak się zakończył mój debiut w biegu 12 godzinnym. Przebiegłem łącznie 126,56 km. Przed biegiem myślałem tylko o stówie, a marzeniem było zrobienie 120 km.

Powrót ze swoimi rzeczami na halę i kąpiel, ledwo mogę się poruszać.

O godz. 9:15 wspólny posiłek, toasty, brawa i dekoracje najlepszych.

Po posiłku wyczytywanie każdego zawodnika i wręczanie wszystkim dyplomów oraz reklamówek, w których oprócz sporej wielkości izostara w proszku i izotonika, było 3 kg dobrego mięcha jednego ze sponsorów tej imprezy. Potem pożegnanie się z kolegami i powrót do Szczecina z moim rywalem Andrzejem.

Impreza naprawdę znakomita. Wszędzie uśmiechy i życzliwe słowa. Obsługa mimo że bieg rozgrywał się przez całą noc, dzielnie stała na posterunku do końca biegu. Organizacyjnie wszystko dopięte na ostatni guzik. W przyszłym roku będzie to dla mnie obowiązkowa impreza.

Nasze wyniki:

M-ce open Numer startowy Nick Kategoria/miejsce Dystans
10 47 marinero M-1/10 126 560 m (PB)


Kliknij tutaj aby przejść do galerii tych zawodów

Nasi sponsorzy:

TechSan

RBF Sport
Cytat miesiąca:

Cytat miesiąca